Sezon jesienny sprzyja planowaniu bliższych, czy dalszych ucieczek od naszej barwnej rzeczywistości. Chcemy w tym czasie zaplanować ucieczkę od zwariowanego tempa naszego codziennego życia i po prostu pożyć według swojego ulubionego rytmu.

Proponuję krótki wypad do naszych południowych sąsiadów – do „Złotej” Pragi.

Czesi wypijają rocznie około 160 litrów piwa na głowę i daje im to zdecydowanie pierwsze miejsce na świecie.

Jednak zwiedzając historyczną Pragę nie sposób nie zauważyć nieśmiało zapraszających winiarni i restauracji oferujących coraz częściej „czeskie” wina.

Po wyczerpującym zwiedzaniu Pragi, nadchodzi długo oczekiwana chwila, w której możecie rozejrzeć się za czymś dla ducha i dla ciała.

jeśli chcecie poczuć się jak tak zwany turysta przemysłowy polecam mojego przewodnika, który jest w stanie tak zaplanować zwiedzanie, że nie napijecie się nie tylko wina, ale także żadnego innego napoju. W nagrodę za Waszą dzielność na zakończenie zostaniecie „obsztorcowani”, bo dzięki Waszej opieszałości Pan przewodnik nie pokazał jeszcze tylu ciekawych miejsc.

Wracając jednak do zasłużonego błogiego lenistwa polecam leżący powyżej Prażskyego hradu, ze smakiem urządzony Lvi Dur.

Dania wyśmienite, wybór win z całego świata, w tym także niemały wybór „czeskich” win, pozwoli zapomnieć o bólu nóg i dojść do refleksji, że teraz znacie Pragę na tyle dobrze, że możecie sami, w tempie określonym tylko przez Was, pozwiedzać i posmakować zacne trunki.

I jak tu nie przyznać że wino rozjaśnia umysł.

Zwiedzając Pragę nie sposób pominąć placu Wacława i tu polecam wstąpić do Senku Vrabec, który pozwoli cofnąć czas do lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku. Zamiast wygody wysokie stoliki bez krzeseł, tłok i beczkowe wino.

Na pewno nie są to wielkie wina, ale za to rodzime, a ci którzy tu przychodzą mają w sobie ten koloryt co nasi warszawiacy z warszawskiej Pragi.

Uciekając od centrum malowniczymi uliczkami natrafimy co chwila, a to na „winotekę” ,a to na spokojne, ładnie urządzone miejsce, oferujące wybór różnorodnych win. Za przykład niech posłuży „Restaurant u cerveneho kola” z interesującym ogrodem, miłą obsługą i dużym wyborem dań i różnorodnych win.

Interesującym miejscem jest także pizzeria-restauracja „Palatino” na placu Karola i znowu nietuzinkowy wystój nie mający nic wspólnego ze sztampą barów fast foodowych. Wina w bardzo dużym wyborze mogą zadowolić wielką rzeszę amatorów tego trunku.

Jeżeli chcecie połączyć malownicze pejzaże, wpaść w nostalgiczny nastrój, pomarzyć wśród zieleni lub uczestniczyć w przyspieszonym kursie degustacji, to spróbujcie dotrzeć do miejsca o nazwie Vinicni Altan Havlickove sady.

Jednak największe wrażenie zrobi na Was na pewno „Dum Vina U Zavoje”.

Możecie tam trafić pytając na Rynku Starego Miasta o kościół świętego Havla; naprzeciw w ciekawie odnowionej kamienicy znajduje się kompleks składający się z baru, sklepu z winami i akcesoriami winiarskimi, kawiarnia, restauracja, oraz sklep z serami.

Restauracja a raczej piwnica zrobiona jest z klasą od A do Z.

Dania serwowane są tak, aby klient wybrał ich kilka, co daje możliwość doboru wina do kilku potraw. Kelner chętnie doradzi i można się zgodzić, że zna się na rzeczy.

Te kilka przykładów może świadczyć o tym, że nasi południowi sąsiedzi nie są wyłącznie smakoszami złocistego trunku, choć i tak wino na pewno nigdy nie dorówna w tym kraju narodowemu napojowi, a piwo może czuć się nie zagrożone.

W tej beczce miodu jest jednak kropla dziegciu, zaproszony przez swoich przyjaciół trafiłem do małego hoteliku poza centrum Pragi, ładny wystrój restauracji jednoznacznie wskazywał, że specjalnością zakładu jest dziczyzna i zapowiadał ciekawy wybór win. Karta win wyglądała imponująco, tym większe było moje zaskoczenie i rozczarowanie, brak win „czeskich”.

A myślałem, że przysłowie „cudze chwalicie swego nie znacie” odnosi się tylko do nas.

Na koniec należy się małe wyjaśnienie dotyczące cudzysłowu przy okazji win „czeskich” moi Morawscy przyjaciele nie darowaliby mi gdybym jeszcze raz nie wyjaśnił, że wina „czeskie” są wytwarzane głównie na Morawie.

Jest tylko jeden poza Morawą teren gdzie uprawia się wina czeskie – są to zakola Łaby, na północ od Pragi. Z tego co wiem tylko jedna winiarnia w Pradze serwuje te wina, jest to winiarnia „U Svate Aneżky”.

Niestety w niedziele i wolne dni też ma wolne.

Oczywiście nie sposób poznać wszystkich winiarni Pragi i wszystkich jej ciekawych miejsc, jednak mnie zauroczyła atmosfera tego miasta i chętnie tam wracam.

Pozostawiając Wam odkrywanie wielu nie odkrytych jeszcze miejsc w „Złotej” Pradze, życzę udanych wakacyjny wyborów, oderwania od czasami zbyt barwnej naszej rzeczywistości, wyciszenia, naładowania akumulatorów i oczywiście odkrycia tego jedynego i niepowtarzalnego wina, które pozwoli Wam spędzić czas odpoczynku tak, jak sobie wymarzyliście.

Otwarto już butelki z włoskim Novello i węgierskim Portugieserem, francuskie Beaujolais Nouveau można będzie pić od 19 listopada, już dawno wypito tegoroczne zasoby czeskiego Burczaka.

Tradycja, tradycja, tradycja

A03

Święto Wina Beaujolais Nouveau – Święto młodego francuskiego wina z regionu Beaujolais obchodzone rokrocznie na całym świecie w trzeci czwartek listopada.
Choć zwyczaj picia młodego wina w regionie Beaujolais istniał od dawna, globalne święto związane z tym winem istnieje dopiero od 1985 roku. Co roku, w trzeci czwartek listopada otwiera się tysiące butelek, aby cieszyć się owocowo-kwaskowym lekkim aromatem czerwonego wina.
Region i Wina Beaujolais
Beaujolais to obszar winnic o szerokości ok 10km i długości 150km w południowo-wschodniej części Burgundii (centralna Francja) między Lyonem i Macon. Rocznie produkuje się tu ponad 1,2 miliona
hektolitrów wina. Wszystkie wina produkowane są w tym regionie z jednego szczepu winogron: Gamay. Ze względu na zróżnicowany klimat wina z Beaujolais mają dość różny charakter, na północy produkuje się wina szlachetne, długo dojrzewające o własnej apelacji. Wina z centralnego rejonu są raczej średniej klasy (apelacja Beaujolais Villages). Na południu zaś, produkuje się tanie wina apelacji Beaujolais.
Wszystkie wina Beaujolais charakteryzują się bardzo lekkim, świeżym owocowym aromatem i jasną fiołkową barwą, pija się je raczej do lekkich czerwonych mięs i serów, raczej nie nadają się do dziczyzny. Mimo, że to w przeważającej mierze wina czerwone, należy je podawać schłodzone do 14-16 stopni, co podkreśli ich owocowy bukiet.
Wino Beaujolais Nouveau
Beaujolais Nouveau to wino o ostrym, często bardzo cierpkim smaku. Jest to wino płaskie, lecz w dobrych latach można wyczuć wyraźną świeżość i owocowy smak. W złych latach wino to prawie nie nadaje się do picia, dlatego święto Beaujolais Nouveau uznano za majstersztyk marketingowy. Można je schładzać do 12 stopni.

Nasi sąsiedzi Czesi nazwę swojemu młodemu winu nadali z sobie tylko znanym poczuciem humoru. Burczak to nazwa adekwatna do reakcji naszego żołądka na wypicie tego trunku. Pije się go od końca sierpnia. Tradycja i już.

Czesi świętują także wino ostatnich zbiorów 11 listopada – w dniu Świętego Marcina. Może skala uroczystości jest skromniejsza, ale za to trunki ciekawsze. Dlaczego akurat Święty Marcin jest patronem młodego wina morawskiego? Bo jego święto przypada w odpowiednim terminie. Winiarze nie mają wiele czasu, by zdążyć ze zrobieniem trunku. Już 27 października zbiera się specjalna komisja, by dopuścić wino do świętowania. Udokumentowany przekaz z 1101 roku mówi o pierwszych winnicach na Morawach, ale korzenie winiarstwa na tych terenach sięgają prawdopodobnie czasów rzymskich. Tradycja

W ostatnich latach możemy zaobserwować całą inwazję nowych świąt, zwyczajów i na siłę wprowadzanych tradycji. Wiele z nich ma się nijak do naszej kultury i służy głównie celom handlowym. Zupełnie inaczej ma się sprawa lansowania gęsiny, jako polskiego dania w Święto Niepodległości. Z pozoru może się to wydawać kalką jedzonego przez Amerykanów indyka w Święto Dziękczynienia. Tymczasem nie jest to absolutnie zwyczaj nowy, tylko przywrócenie starego, silnie zakorzenionego w Polsce obyczaju.
 Dawniej przywiązywano znacznie większą wagę do postu. Post adwentowy zaczynał się aż 40 dni przed Bożym Narodzeniem. Łatwo zatem wyliczyć, że 11 listopada był ostatnią okazją do porządnego najedzenia się. Właśnie w ten dzień przygotowywano gęś, a dodatkową zaletą dania były gęsie kości. Na podstawie ich koloru próbowano przewidywać jak mroźna będzie zima.

Skoro decydujemy się na podanie gęsi na stół w dniu Święta Niepodległości, nie może zabraknąć przy niej również wina. Gęś jest daniem dość uniwersalnym, pasuje do niego cały szereg win. Można podać silne, ciężkie aromatyczne białe, jak na przykład alzacki Gewurztraminer Grand Cru lub beczkowane Chardonnay z Kalifornii. My próbowaliśmy Rieslinga z jego zdecydowanie kwiatowymi aromatami z domieszką gruszki. Bogactwo zapachów przywodzi na myśl letnią łąkę. Urzekł nas też Traminer z pełną gamą aromatów dojrzałych żółtych owoców. Równowagę smaku tworzy miodowa słodycz uzupełniona delikatnymi ziołowymi akcentami gorczycy, ożywiając jego strukturę. Wina pochodzą z winnicy Jaworek na Dolnym Śląsku Warto było, bo wina były przednie. Bardziej klasycznie będzie jednak ożenić gęś z winem czerwonym. Doskonałą propozycją mogą być atletycznie zbudowane wina z Piemontu – Barolo bądź Barbaresco. Wina niemal doskonałe z jedną, jedyną wadą – wygórowaną ceną. Najczęściej jednak podajemy gęsinę z winami powstałymi ze szczepu Pinot Noir. Decydując się na taki wybór mamy przed sobą całą paletę możliwości. Od typowych dla tej odmiany win z Burgundii, poprzez doskonałe Pinoty środkowoeuropejskie, aż po rodzime wina. Polska jest chyba najbardziej na północ wysuniętym przyczółkiem szczepu Pinot Noir.

Polecam także Pinot Noir albo Kekfrankos naszych węgierskich bratanków z Egerskiej piwnicy Petreny

Warto to wykorzystać 11-ego listopada.

Polska gęś i Polskie lub Węgierskie wino, Polska biesiada w najbardziej polskie z polskich świąt, po prostu Polska tradycja.

Kékfrankos 2003

Konfrontacja wyobrażeń z rzeczywistością bywa zaskakująca zwłaszcza, jeśli wyobrażenia wyrobione zostały na podstawie stereotypów. Wyjazd do Rumunii był wynikiem „Makat” organizowanych przez Tarnogórskie Centrum Kultury, których tematem była właśnie Rumunia. Chęć porównania wyobrażeń z rzeczywistością wygrała nawet z wcześniej zaplanowanym wyjazdem do dobrze nam znanej Chorwacji. Ze względu na odległość postanowiliśmy zatrzymać się w Gyula granicznym miasteczku Węgier. Pozwoliło nam to spotkać się z naszymi węgierskimi przyjaciółmi na regionalnej kolacji i wznieść toasty znamienitym winem Józsefa Bocka z Vyllany moim zdaniem jednego najlepszych rejonów winiarskich Węgier.

kolacja węgierska

Rano trochę odpoczynku w ciepłych leczniczych wodach, po tym coś dla łasuchów, czyli kawa i wyśmienite słodkości w starej zabytkowej cukierni i czas na nas – czeka tajemnicza Rumunia i hrabia Drakula

Po przekroczeniu granicy zaskoczyła mnie od razu wszechobecność krzewów winnych. Nie tylko mijane wsie i miasteczka oplecione były winoroślą. Co rusz pokazywały się nam mniej lub bardziej zadbane działki obsadzone tymi krzewami.

Przydrożne winnice

Do Sibiu (Sybina) dotarliśmy wieczorem, jednak nie tak późno, aby pójść spać. Czekała na nas rumuńska kolacja okraszona lokalną muzyką i oczywiście pierwsze spotkanie z miejscowym winem. Od razu niespodzianka ,wino podawane w rumuńskich restauracjach jest przeważnie półsłodkie, rzadziej półwytrawne a wytrawne bywa w karcie dobrze ukryte. W restauracji dużo miejscowych młodych ludzi, bawią się przy regionalnej kapeli. Poranne obowiązkowe zwiedzanie i kolejne zaskoczenie – piękne miasto, jedno z dwu historycznych stolic Siedmiogrodzkich Sasów Transylwanii urzeka nas swoimi zabytkami, których zwieńczeniem jest Piaţa Mare – Wielki Rynek Starego Miasta. Jednak to nie zabytki robią na nas wielkie wrażenie, a ich połączenie z gwarem i życiem tego pięknego miasta.

wszechobecna winorośl

Podczas zwiedzenia licznych zabytków ktoś z towarzystwa zauważył schowaną w uliczce odchodzącej z rynku małą urokliwą winiarnię, już wiemy gdzie spędzimy wieczór. Karta win jest jak na lokalne możliwości dość imponująca i zawiera wina podzielone na regiony winiarskie Rumunii. Niestety jak w większości restauracji musimy zwracać uwagę na oznaczenia, bo są to przeważnie wina półsłodkie i słodkie. Przebijamy się wiec przez ten labirynt obserwując wychodzących gości. Właśnie opuszcza tę świątynię wina grupa zadowolonych turystów z Niemiec i wygląda, że wino trafiło w ich gusta. Wybieramy wytrawne czerwone wino z lokalnego szczepu Fateska Negra o głębokim kolorze i dość ciekawym nosie, smak rozwija się w ustach, niestety końcówka podbita słodyczą przypomina o zamiłowaniu tutejszych winiarzy do nadmiernej słodyczy.

Brasov to przede wszystkim zabytkowe centrum miasta, rynek, ratusz, „Czarny Kościół”, uliczka Sforii, mury obronne, Brama Schei i znowu atmosfera starego miasta połączona z gwarem młodzieży i kolorytem turystów z całego świata.

Brasov

Jak się okazało to także ważny ośrodek sportów zimowych nieźle wyposażony z dobrą bazą noclegową, ale jeszcze nie czas na narty.

Jedziemy odwiedzić   Bran – zamek hrabiego Drakuli , jak się okazuje przypisany hrabiemu długo po jego śmierci – no cóż wszystko dla turystów.

zamek drakuli

Wieczorem czeka nas występ, w którym oczywiście główną postacią jest sam hrabia, ale ku naszemu zaskoczeniu aktorką staje się nasza koleżanka, którą wciąga w swoje sidła Drakula. Muszę powiedzieć, że po spektaklu przygotowanym przez tarnogórski TCK, który miałem przyjemność oglądać na zamku u Wrochema, ten występ wydaje się nieco komercyjny i chyba nie skłamię jak powiem, że nasza koleżanka wypadła w nim najlepiej. Podano do stołu i nalano do karafek, czas spróbować lokalnego wina. Miejscowe wino nos ma przepełniony zapachami obory, bardzo ostrymi i niestety trudno wydobyć z niego ducha. Po dłuższym czasie wietrzenia można już przebić się przez te niezbyt przyjemne zapachy i wino pokazuje nieco charakteru, chociaż nazbyt krótko.

Przemieszczamy się do delty Dunaju mijając kolejne wioski oplecione winoroślą i przydomowe stragany z papryką i lokalnym winem. Dojeżdżamy do Tulczy, aby następnego dnia odbyć rejs deltą Dunaju.

delta Dunaju

Rano bukujemy się na stateczek razem z grupą Rumunów i płyniemy deltą podziwiając widoki. Moje całkowite zaskoczenie wzbudza dziko rosnąca nad brzegiem winorośl, która stara się zdominować przybrzeżne zarośla. Wyjeżdżamy zwiedzać meczet w Babadag sennym miasteczku bardzo typowym w tym regionie Rumunii. Miejscowi muzułmanie przyjmują nas bardzo życzliwie, możemy wejść do meczetu i obejrzeć go w całej okazałości. Kawa w przydrożnej knajpce nie wydaje się wielkim wydarzeniem, jednak nasi „niesforni” towarzysze, którzy w pewnej chwili odłączyli się od towarzystwa wywołują nas sugestywnie pokazując na pobliski zaułek. Jest tam lokalny bazar z kolorowymi stoiskami wypełnionymi przede wszystkim papryką i arbuzami Kolorytu dodaje wóz zaprzężony w osiołka.

targ w Babadagu

Lokalna przy bazarowa knajpka przeznaczona dla sprzedawców bazaru i lokalnych klientów stoi otworem. Trzeba skorzystać z gościnności, złamać program i zatrzymać się choć na chwilę. Przekonuje nas lokalne wino, podawane prosto z beczki i pieczone na grillu miejscowe baranie kiełbaski mici.

kiełbaski mici

Może wino, które pijemy nie będzie przebojem eksportowym, jednak kiełbaski, wino i przede wszystkim atmosfera tego miejsca jest niepowtarzalna i sprawia, że to miejsce będziemy pamiętać długo.

lokalna knajpka przy targu

Niestety nasz przewodnik wyrywa nas z tej sielanki, czas ruszać dalej. Murfatlar jest miejscem, do którego chcieliśmy pojechać, bo wizytówką Rumunii w Polsce było w latach siedemdziesiątych właśnie wino o tej nazwie. Wjeżdżając w ten region zauważyliśmy jak winnice stają się jakby bardziej zadbane i dopieszczone. Koncern o tej samej nazwie produkuje wino na bardzo dużą skalę, jednak są to wina z tak zwanej średniej półki. Degustacja na terenie jednej winnicy przekonała nas, że nie są to wina, o których długo się pamięta. Nawet kapela, która próbowała nas rozbawić nie zmieniła naszego zdania.

atmosfera była dobra

Zobaczyć to miejsce tak, wrócić tu na pewno nie.                                                                                                                      Na Bukareszcie największe piętno odcisnął „wielki „ wódz Nicolae Ceauşescu, Jego betonowy świat wydaje się nieprzystający do rzeczywistości. To nic, że tu i ówdzie ostały się piękne zabytki. Na mnie i tak największe i bardzo przygnębiające wrażenie zrobiły dokonania wodza. Mijając kanały w tym nieco futurystycznym świecie zastanawiałem się, nad jaką rzeką leży stolica Rumunii, przepraszam moją nauczycielkę geografii, ale muszę spojrzeć w przewodnik – to rzeka Dymbowica.  Jednak to, co oglądamy to kanały, które nakazał przekopać wódz dla upiększenia krajobrazu, oraz niezliczona ilość betonowych budowli.

Dobry przykład gigantomani

Przechadzając się pomiędzy tym betonowym światem na skrzyżowaniu wpadamy na słup opleciony winoroślą, winorośl wyrasta gdzieś z betonowego chodnika i nic nie robi sobie z tego, że otoczenie jakoś do niej nie przystaje. Ten mały krzak, który zwyciężył beton wprawia nas w dobry nastrój, to chyba kwintesencja tej walki natury z betonem.

Wokół tylko beton

Przejazd drogą Transfogaraską i wspięcie się na około dwa tysiące metrów autobusem robi wrażenie. Koloryt tego miejsca wypełniają stragany z serami, kiełbaskami, słoniną i wszystkim, co można zrobić z owiec.

stragan z wędzonką i serami

Za sobą zostawiliśmy piękną pogodę. Przed nami ktoś rozpostarł kotarę z chmur opierającą się o góry, niesamowity widok.

trasa Transfogarska wszechobecna mgła

Do Klużu docieramy późnym wieczorem, jednak nie rezygnujemy z jego zwiedzania i myślę, że wszyscy nie żałują.    Rano ruszmy do domu, w czasie drogi wymieniamy się uwagami i mimo wcześniejszych wątpliwości nikt nie żałuje, że dał się namówić na tą wyprawę.

Wina Rumunii zapewne w swej większości są kontrowersyjne, wiele zależy od miejsca, strawy, nastroju i oczywiście towarzystwa . Jednak takie wina jak biała Tamaioasca, czerwone Cabernet Sauvignon z piwnicy Comoara Pivnitea, czy Fateska Negra na pewno przypadną do gustu nawet wybrednym koneserom.

My jednak nad wyrafinowanie cenimy lokalne szczepy spożywane w miejscu ich wytworzenia, w niepowtarzalnej atmosferze i świetnym towarzystwie.

wino

Do zobaczenia na trasie.

Ustka Bolonia 190                                                                                Mam nadzieję, że będzie to bardzo stronniczy a przez to autorski blok o kulturze wina, lokalnej kuchni, podróżach , pasji i ………